Porady praktyczne dotyczące EuroDisneyLandu

Paryż dzieciom

 

A kiedy dzieci będą duże… to oczywiście przyjadą sobie same i będzie ich historia i malarstwo interesowało. Mniejsze pociechy mają inne priorytety, dlatego my nie męczyliśmy specjalnie naszych. Zdecydowaliśmy się pokazać „bąkom” najważniejsze rzeczy, z którymi spotkały się  w filmach, lub o których słyszały.

 

 

Oczywiście najważniejsza jest:

Wieża Eiffla...

i jako taka jest

godna polecenia – robi wrażenie i od dołu i od góry. Jeśli jesteście w stanie ocenić wcześniej, kiedy będziecie w Paryżu – warto zakupić sobie bilety przez Internet. Jest oficjalna strona Wieży Eiffla i tam bez problemu zakupicie bilet 2 miesiące wcześniej. Pod samą wieżą są spore kolejki i potrafią sięgać kilku godzin, dlatego polecam wcześniej się zaopatrzyć w bilety. Niestety ta metoda nie jest pozbawiona wady – jak kupicie bilet to musicie bezwzględnie stawić się w określonym czasie – bez

względu na pogodę. Ano tak już jest! Dla pocieszenia powiem, że taras na górze jest osłonięty więc da radę oglądać nawet przy złej pogodzie. Chociaż na stacji przesiadkowej troszkę wieje, więc warto się zaopatrzyć w jakąś kurtkę przeciwwiatrową…

 

Katedra Notre-Dame


Znana dzieciom głównie z bajki o Dzwonniku jest naprawdę wspaniałą budowlą – piękne witraże,  mnóstwo rzeźb, m.in. słynne Gargulce, ogrom w środku, słowem wszystko co taka budowla powinna posiadać.

 

Luwr


Dla ochotników – jedno z najbardziej utytułowanych muzeów na świecie – naszym pociechom wystarczyła sesja zdjęciowa przed piramidą, ale jak ktoś znajdzie czas to po godzinie 18.00 są zniżkowe bilety, a na dodatek zdecydowanie mniejsze kolejki.

 

 

Cite des Sciences & de l’Industrie – Miasto Nauki.

To miejsce to takie nasze Muzeum Kopernika. Aby zobaczyć mniej więcej co to jest polecam stronę http://www.cite-sciences.fr/en/cite-des-sciences
Ponieważ dla mnie nie do końca było to zrozumiałe spróbuję Wam przybliżyć mniej więcej zawiłości tego miejsca.
Wielki budynek składa się z kilku wystaw, z której najważniejsza to Eksplora, w której możemy dowiedzieć się o wynalazkach, odkryciach itp. Możemy zobaczyć z czego jest zbudowane, ciało, jak powstaje prąd, efekty trójwymiarowe w grach, perspektywa, albo prąd podczas hamowania metra. Ogólnie sporo ciekawych informacji, niestety nie dla dzieci, które  4 dni szalały po Disneylandzie. Generalnie na Cite des Science należałoby poświęcić cały dzień.
Z tyłu umieszczona jest ogromna kula, w której na  sferycznym ekranie możemy zobaczyć trójwymiarowe filmy . Nazywa się to La Geode i podobno warto się tam wybrać. Niestety jest to ekstra płatne i my tam nie byliśmy.
Obok Geode stoi francuska łódź podwodna, która za cenę 3 Euro możemy obejrzeć od środka. Co innego znać łodzie podwodne z filmów, a zupełnie co innego przejść się po ciasnej łodzi, gdzie na co dzień przebywało ponad 60 marynarzy.
Dla naszych dzieci najciekawsze było uczestnictwo w eksperymentach na terenie specjalnego terenu dla dzieci 7-12 letnich (jest też dla dzieci 3-7letnich) http://www.cite-sciences.fr/en/cite-des-sciences/contenu/c/1248107525733/cite-des-enfants/.
To specjalnie wydzielona strefa (na którą trzeba mieć osobny bilet), w której dzieci mogą uczestniczyć w różnych eksperymentach. Sale są podzielone na Wodę, Elektryczność, Ogród, Ciało i Kino i w każdej z nich można poznać tajniki danej dziedziny czyli np. pobawić się w studio telewizyjne, obejrzeć mrowisko od środka, czy zobaczyć na czym polega gęstość płynów, lub jakie części ciała pracują podczas jazdy na rowerze…
W sumie dla tego jednego miejsca warto przyjechać do Citie de Science i z trudem można oderwać dzieciaki od eksperymentowania. Działa jedynie głód i informacja, że jedziemy już do domu.
Uwaga! Centrum jest w ciągłej modernizacji i bardzo trudno zaparkować samochodem powyżej 1,8 m.

 

 

 

 

Metro.

 

Niby to tylko kolejki, ale ile radości dla dzieci. Szybkie i wolne, nowoczesne i na gumowych kołach, drzwi otwierane automatem i takie, które samemu trzeba otworzyć dźwignią. Full-Wypas. No i te barwne postacie: murzyno-chińczycy, arabo-francuzi, metysi słowem: zupełnie nie to co u nas ;)